Czy zamiast dokupywać następną (skądinąd nietanią) kartę pamięci, nie lepiej byłoby wykorzystać bezprzewodowe przesyłanie danych? Oczywiście, że lepiej. Odpowiednia technologia już jest dostępna, a infrastruktura rośnie z dnia na dzień. Istnieje jednak kilka bardziej lub mniej oczywistych przeszkód z powodu których taka rewolucja musi sobie jeszcze poczekać.
Wyobraźmy sobie, że po zrobieniu zdjęcia naszym aparatem, możemy bez dodatkowych urządzeń wysłać je na dowolny serwer lub adres mailowy. Wyobraźmy sobie również, że zdjęcie może powędrować od razu do drukarki, lub komputera bez użycia nawet centymetra kabla. W sumie nie trzeba sobie tego specjalnie wyobrażać, gdyż na początku 2005 roku, Kodak taki aparat wyprodukował i nadal można go zakupić za jedyne 200 dolarów (jeszcze niedawno kosztował ich 600).
Canon i Nikon nie wiele czekali, by wypuścić swoje modele wyposażone w WI-FI. Mowa o PowerShot SD430 Digital Elph oraz nikonowskich P1 i P2. Od niemalże 2 lat nie pojawiło się już jednak wiele nowego, jeśli chodzi o aparaty mogące współpracować z sieciami LAN Wi-Fi (IEEE 802.11b/g). Pod koniec 2006 roku Nikon dodał do oferty model P3, ale nie można tego traktować w kategoriach ekspansji bezprzewodowych rozwiązań w fotografii.

Kodak włożył sporo pracy w pierwszy i swój jedyny aparat gotowy przyjąć kartę WI-FI. Jego premiera była opóźniona o prawie pół roku, a większość komentarzy prasowych mówiła o przełomie w fotografii cyfrowej. Nie potrzeba specjalistycznych recenzji, by poczuć siłę tego rozwiązania.
W większości przypadków zostajemy uwolnieni od noszenia ze sobą dodatkowego sprzętu jak laptopy, czy przenośne banki zdjęć. Każde zrobione zdjęcie może zostać wysłane na darmowe serwery typu Flickr, Picasa czy tak jak jest w przypadku Kodaka na Kodak EasyShare Gallery. Dopóki nie tracimy zasięgu, nie musimy się martwić o pojemność kart pamięci.
Dlaczego ten temat nie jest rozwijany z należytą uwagą przez producentów? Jak to jest, że niemalże wszystkie telefony komórkowe mają wbudowane aparaty, a prawdziwe aparaty nie mogą mieć wbudowanego standardowo kawałka komórki? Najbardziej oczywistą przyczyną wydaje się odpowiednie “dbanie” o taki stan rzeczy, przez firmy związane z przenośnymi pamięciami. Nie jest to kompletnie w ich interesie, by za sprawą bezprzewodowych rozwiązań, padł lub znacznie się skurczył rynek kart pamięci, archiwizerów, oraz przenośnych nagrywarek.

Jest jakaś nadzieja. Kryje się ona pod nazwą Eye-Fi. Pomysł był prosty, ale jego wykonanie już od ponad roku zawieszone jest w fazie testowej i nie wiele wiadomo na ten moment o jego obecnym etapie. Rozwiązaniem miałaby być karta typu SD o pojemności 1GB, która będzie zintegrowana z modułem WiFi pracującym w standardzie 802.11g. Z zapowiedzi wynika również, że karta nie będzie wymagała specjalnych sterowników, co może dość mocno zadziwiać przy tego rodzaju rozwiązaniach. Wprowadzenie karty na rynek z pewnością odbiłoby się echem w kilku segmentach branży fotograficznej. Jak można przeczytać w dziale “news” na stronie firmy - dwa miesiące temu Eye-Fi pozyskała 5,5 miliona dolarów kapitału na rozwój projektu. Czyżby mała rewolucja miała nastąpić już niebawem?









Ciekawe, ciekawe, ale gdybym fotografował wesele raczej nie ryzykowałbym takiego transferowania materiału :) ,a karty pamięci nie są aż tak drogie ostatnio SD goodrama 1BG na allegro widziałem za 33 zł.
Prawda, karty wcale nie są drogie, podejrzewam, że transfer takiej ilości danych może kosztować więcej niż kupienie kolejnej karty ;) Mówię o naszych, polskich realiach. Ale za parę lat - kto wie?
A wiedzieliście, że Supraśl, Sokółka, Sokoły, Wasilków i Szepietowo to informatyczna awangarda? Nie bylem tam nigdy ale 11 megabitów na sekundę, to naprawdę nieźle.Białystok to w ogóle najlepsze miejsce do życia się wydaje :-) Aha i za darmo to wszystko czywiście :-)
Więcej punkcików na hot.spots.pl
Aparaty Nikona serii Px potrzebują zainstalowane oprogramowanie na komputerze, które jest dodane do aparatów i cała zabawa nie wyglądała już tak fajnie jak w kampanii reklamowej.