

Wraz z rosnącą ilością obrazów umieszczanych w sieci, rośnie też liczba pomysłów na wykorzystanie tego zjawiska. Osobiście oczekuje z pewną niecierpliwością na Polar Rose. To już niebawem mająca się ukazać aplikacja, która na podstawie algorytmu analizującego ok 90 odmiennych parametrów antropometrycznych, kojarzy zdjęcia twarzy konkretnych osób. Projekt jest wciąż w fazie private beta, pozostaje więc cierpliwie czekać na zaproszenie.
Natrafiłem dzisiaj za to, na dwa inne przykłady wykorzystania zasobności internetu w fotografie. Pierwszy projekt stworzony w 2006r. przez Matthew Knighta nosi nazwę - Wizualny Słownik (The Visual Dictionary). Idea polega na zebraniu w jednym miejscu sfotografowanych słów. Są to poselekcjonowane zdjęcia graffiti, tatuaży, szyldów, okładek książek itp. przedstawiające na ten moment ok 3000 fraz. Wizualny Słownik ma charakter otwarty i każdy użytkownik ma możliwość dorzucić fotograficzne słówko.
Drugi projekt wydaje się być dużo bardziej poważny i nie bynajmniej dlatego, że tworzony jest wśród uniwersyteckich murów. James Hays oraz Alexei Efros pracują nad algorytmem, który pozwoliłby na usuwanie niechcianego elementu zdjęcia i zastąpienie go odpowiednim fragmentem z innych fotografii. Podczas trwającej właśnie konferencji SIGGRAPH twórcy zaprezentowali dość obszerny materiał, który wskazuje na bardzo zaawansowany etap prac.
Działanie algorytmu nie ogranicza się jedynie do przeszukiwania ponad 2 milionowej bazy zdjęć i dopasowywania odpowiednich fragmentów. Analizowane są takie informacje jak położenie aparatu, charakter kompozycji, czy źródło światła dla danej fotografii. W pierwszej rundzie po wskazaniu jaki fragment ma zostać zastąpiony, algorytm wybiera 200 najlepiej pasujących zdjęć. Następnie podczas drugiej analizy typuje 20 obrazów, które ostatecznie są kadrowane i dodane do edytowanego zdjęcia. Sami możemy wtedy wybrać, która scena odpowiada naszym oczekiwaniom.

Zdjęcia powyżej przedstawiają oryginał, zaznaczony element, oraz dwie opcje wybrane przez użytkownika spośród 20 możliwości jakie “zaproponował” algorytm. Jak widać w niektórych przypadkach można otrzymać dość kreatywne propozycje. (kliknięcie w miniaturę pokaże kompilację w dużej rozdzielczości)
Microsoft wykonywał swego czasu podobne próby. W niedostępnej już aplikacji Digital Image Pro, można było znaleźć narzędzie Smart Erase. Jego działanie jednak, polegało na “domalowywaniu” pikseli co przy bardziej skomplikowanych zdjęciach przestaje być zabawne. Poniżej przykład 3 zdjęć. Pierwsze oryginalne. Drugie uzyskane przy próbie usunięcia niechcianego citroena za pomocą MS Smart Erase. Trzecie zdjęcie to wynik działania opisywanego tu algorytmu.
od lewej: orginalne zdjęcie / MS Smart Erase / nowy algorytm
Rozwój narzędzi opartych na tego rodzaju algorytmie może stać się bardzo przydatny. Począwszy od agencji nieruchomości, które chciałyby prezentować sfotografowany dom zimą w letniej scenerii. Poprzez fotografów żyjących z banków zdjęć, którzy ciekawy motyw mogliby osadzić w dziesiątkach zmutowanych fotografii. A kończąc na wykorzystaniu aplikacji z takim algorytmem przez rozgoryczonych rozwodników.
Więcej przykładów oraz analizy dostępne są w dokumencie wydanym z okazji wspomnianej konferencji. Dodatkowe informacje można znaleźć również na stronach autorów - Jamesa Haysa oraz Alexeia Efrosa.









Ciekawe, ale z drugiej strony - niepokojące….
no proszę… czego to się już nie wymyśli. :)